|
Autor:Telik (telik@stricte.net)
Temat:### spiski i plotki 022
Grupy dyskusyjne:pl.hum.poezja
Data:2003-08-05 09:22:15 PST
A skoro wakacje to może warto spojrzeć na poezję przez pryzmat na przykład historyka religii.
Mircea Eliade urodził się 9 marca 1907 roku w Bukareszcie. W 1928 roku ukończył studia filozoficzne na uniwersytecie bukareszteńskim; w tym samy roku wyjechał do Indii, gdzie przebywał do 1932 roku. Doktoryzował się na podstawie pracy "Historia porównawcza techniki jogi" w 1933 roku; w tym samym roku otrzymał tytuł profesora na uniwersytecie w Bukareszcie. W latach 1940-1944 był rumuńskim attaché kulturalnym w Londynie i Lizbonie. Po wojnie zamieszkał w Paryżu. W 1957 roku został profesorem Uniwersytetu w Chicago. Zmarł 22 kwietnia 1986 roku.
-------------------------------------
Każda poezja jest próbą p o n o w n e g o s t w o r z e n i a języka, innymi słowy, aktem zniesienia języka potocznego, powszedniego, i stworzenia nowego języka, osobistego i prywatnego, języka t a j e m n e g o . Twórczość poetycka, podobnie jak kreacja lingwistyczna, implikuje jednak zniesienie czasu, historii zawartej w języku, dążąc do odzyskania pierwotnej sytuacji rajskiej, sytuacji, gdy t w ó r c z o ś ć b y ł a s p o n t a n i c z n a , gdy p r z e s z ł o ś ć nie istniała, gdyż nie istniała świadomość czasu, pamięć czasowego trwania.
Po dziś dzień zresztą mówi się, że dla wielkiego poety przeszłość nie istnieje; poeta ukazuje świat, jak gdyby był świadkiem kosmogonii, jakby był współczesny pierwszemu dniu Stworzenia. Z pewnego punktu widzenia można powiedzieć, że każdy wielki poeta s t w a r z a ś w i a t o d n o w a , stara się bowiem widzieć go tak, jakby nie było Czasu ani Historii. Jego postawa jest łudząco podobna do zachowania człowieka "prymitywnego" i członka społeczeństw tradycyjnych.
[M. Eliade, Mity, sny i misteria, Warszawa 1999, s. 30-31, podkr. autora]
-------------------------------------
Stworzenie nowej pozycji zajęło mu tylko chwilę. Intuicyjnie wyciągnął lewą nogę spod prawej i przerzucił ciężar ciała na drugą stronę wciskając się w wąską z pozoru przestrzeń między jedną a drugą częścią wersalki. O dziwo, mógł się swobodnie zapadać w drobinach okruchów ciastek i kurzowych kotów. Bez wątpienia to był lot. A raczej spadanie. Po z górą kilku chwilach gruchnął w przetarty wiecznym zginaniem materiał. "Zmieszczę się" zawył. Międzysprężysta, trójwymiarowa podwierzchnia okazała się być całkiem pojemna. Zanurzył się jednak w pierwszej napotkanej sprężynie. Poczuł lekkie mrowienie w okolicach kręgosłupa. Zastanawiał się, na jakie odkształcenie mógł sobie w danym momencie pozwolić. To prawda, czasem bywał elastyczny. Na przykład wtedy, gdy żona trzeci dzień z rzędu przypominała mu o nie wywierconej dziurze w ścianie. Ale to była raczej kwestia akustyki niż mechaniki. Materiał z wola uwalniał całe chmary domysłów.
[Telik]
Pozdrawiam, Telik.
|
|