Index   |   025  |  026  |  027  |  028  |  029  |  030  |  031  |  032 pl.hum.poezja - Spiski i plotki

Autor:Telik (telik@NOSPAMstricte.net)
Temat:### spiski i plotki 026 (wydanie specjalne)
Grupy dyskusyjne:pl.hum.poezja
Data:2003-10-04 09:46:37 PST


23 września 2003 roku, po południu zmarła Zofia Chądzyńska, pisarka, tłumaczka, osoba o nieprzeciętnej wrażliwości. Kochała prozę iberoamerykańską i rozkochiwała w niej czytelników swoich przekładów.

Zofia Chądzyńska

----------------------------

Prócz surowych stronic Historii pamiętne wydarzenia obywają się bez pamiętnych zdań. Człowiek, który ma umrzeć, chce przypomnieć sobie jakiś wyryty w pamięci obraz z dzieciństwa; żołnierze przed pójściem do ataku mówią o błocie lub o kapralu. Nasza sytuacja była jedyna w swoim rodzaju i szczerze mówiąc nie byliśmy do niej przygotowani. My - oczywiście - mówiliśmy o literaturze; obawiam się zresztą, że nie powiedziałem nic więcej niż to, co zazwyczaj mówię dziennikarzom. Moje alter ego wierzyło w wymyślenie lub odkrycie nowych metafor; ja - w te, które odpowiadają wewnętrznym zbliżeniom, poczuci bliskości, i w te, jakie nasza pamięć zaakceptowała. Starość ludzi i zmierzch, sny i życie, płynięcie czasu i wody. Wyłożyłem mu tę opinię, którą po latach zamieści w książce [J.L. Borges, Tamten, przeł. Z. Chądzyńska].

Wtedy po raz pierwszy uzmysłowiłam sobie to, co już niejednokrotnie mnie uderzyło, że zawsze działał "na wyrost". Każdego słuchał skupiony jak chłopiec w szkole, podejmował dyskusję, włączał się gorliwie i z całą powagą. Zdecydowanie nie chciał uchodzić za "ważnego", przeciwnie, chciał, by ludzie wiedzieli, że ich traktuje serio, ale jakże ta postawa musiała go nużyć! Jak każdy człowiek składał się z samych sprzeczności. Generalnie kochał świat, której to tezy gotów był bronić do ostatka i z wyżej opisanym samozaparciem, niesłychanie mu zależało na tym, by "przyjaźnić się"; dokoła miał pełno "przyjaciół", przy czym "mi mejor amigo" nie znaczyło właściwie nic [Zofia Chądzyńska, Julio Cortazar. W rocznicę śmierci].

Pojmuję życie, pojmuję świat jako koszmar, ale nie mogę się od niego uwolnić i śnię o nim nieustannie. I nie mogę dostąpić zbawienia. Jest ono ukryte przed nami. Mimo to nie poddaję się i odnajduję moje zbawienie w akcie pisania, w ciągłym, rozpaczliwym pisaniu. Co robić? Mam ponad osiemdziesiąt lat. Jestem niewidomy. Jestem bardzo często samotny. Co robić? - jedynie śnić, potem pisać, a potem, wbrew radom mojego ojca, nierozważnie publikować. Taki mój los [J.L. Borges, Myśli, przeł. A. Elbanowski].

Testament

Nie będzie w nocy gwiazd.
Nie będzie nocy.
Umrę, a wraz ze mną nie do zniesienia wszechświat.
Zetrę piramidy, medale, kontynenty i twarze.
Zetrę nawarstwienia przeszłości.
Historię obrócę w proch.
Proch w proch.
Widzę ostatnią chwilę.
Słyszę ostatniego ptaka.
Nikomu zostawiam nic.

[J.L. Borges, Testament, przeł. Z. Chądzyńska]

-------------------------------------

Nie zanosiło się na deszcz. W dzienniku mówili, że będzie niewielkie zachmurzenie. Ale Mano wiedział lepiej. Postanowił więc natychmiast udać się do wypożyczalni parasoli, która znajdowała się tuż przy sklepie z gumą arabską.
- Chciałbym wypożyczyć parasol.
- Parasolkę - poprawiła go wypożyczaczka.
- A nie ma pani parasoli?
- Mam - odparła wyraźnie zdegustowana. - Kolor oczu?
- Niebieski.
- Co pan taki zdziwiony. U nas wypożycza się parasolki tylko pod kolor oczu.
Proszę - rzuciła na blat pęczek powyginanych drutów z przywiązanym do nich materiałem a la 101 dalmatyńczyków. Mano trzasnął drzwiami i zaczęło lać. Ćwierćlitrowe krople waliły z siłą litrowych w jego nakrapiany parasol. "Prawdziwy październikowy deszcz" pomyślał z satysfakcją Mano. I trzymał się tej myśli jeszcze jakieś dziesięć minut. Po chwili znalazł się w samym środku dębowej alei. Jego usta bezwiednie wyszeptały: "stworzyłem deszcz by padał, by zmywał smutki jak plamy z wiosennych parasoli, by ziemie, które udają pustynie przestały zgrzytać piachem".

[Telik]

Pozdrawiam, Telik.


Ciąg dalszy:     Google       Onet
^ do góry   
Strona istnieje od czerwca 2002 r. © Copyright Zespół 2002-2006.
Teksty są własnością autorów. Kopiowanie wyłącznie za zgodą autorów.
south beach Depresja